Interesujący wywiad z prezesem LPP, Markiem Piechockim w „Gazecie Wyborczej”. Najciekawszy fragment z punktu widzenia komunikacji organizacyjnej dotyczy roli, którą jego zdaniem, firma powinna pełnić społecznie po wielu latach wizerunkowych zaniedbań. Przytaczam nie tyle ze względu na odkrywczość stanowiska, ale dlatego, że w polskich warunkach wciąż należy ono do rzadkości.

„W każdym razie my, jako firma, w miarę jak rośniemy, coraz bardziej zauważamy, że powinniśmy odgrywać pewnego rodzaju rolę w społeczeństwie. I tak jak jeszcze dziesięć lat temu nie myśleliśmy o zrównoważonym rozwoju, tak spokojnie, ewolucyjnie, coraz więcej na ten cel przeznaczamy. Kiedyś nie robiliśmy nic, a teraz robimy trochę. Ale jak pan poczyta, co o nas piszą w internecie, to pan zobaczy: krew na rękach szwaczek z Bangladeszu, uciekinierzy podatkowi itd. A tego, że co roku na domy dziecka przeznaczamy 1,5 mln zł, że dajemy im odzież, że zbudowaliśmy cztery specjalne Domy dla Dzieci (domy jednorodzinne, w których mieszka maksymalnie czternaścioro dzieciaków), to tego się już nie zauważa.

I to był mój błąd, że my o tym głośno nie mówiliśmy. Błędem było również to, że ja myślałem, że zrównoważony rozwój to jest działalność charytatywna. Ale dziś, po lekcji w Bangladeszu, wiem, że trzeba myśleć szerzej. Że zrównoważony rozwój to przede wszystkim łańcuch dostaw. To również ekologia. I my te rzeczy już robimy. Jedną po drugiej. A będziemy jeszcze więcej. Ale musimy utrzymać ten balans. Żeby nie przesadzić. Bo inaczej ta firma padnie. I nie będzie jej stać już na nic”.

Nic dodać, nic ująć.